Zapalenie oskrzeli rozwaliło go centralnie, chyba nie zakończy sie u nas w tym roku etap chorowania. Siedzi taki biedny chorutki, pan dr pozapisywał delikatne w smaku leki żeby opanować u niego odruch wymiotny. No i faktycznie smak ok, Jednakże Miłosz dawno opanował sztukę plucia jak lama,wiec mimo wszystko podaie mu leków graniczy z cudem. Mamy nastepny tydzień wyciety z życiorysu, a jutro bal w przedszkolu:( Od poniedziałku tygodniowa przerwa na ferie, może i dobrze się trafiło akurat zdązy się wykurować.
Mimo że wczoraj już dość porządnie go rozbierało, nie przeszkodziło mu to opanować nowej trudnej sztuki , a mianowicie..popatrzcie sami
Nic sie nie bał, zjezdzając głową w dół, sam to inicjował, jest coraz śmielszy w tym rodzaju zabaw, za jakiś czas nie będzie pewnie tak wesoło.
Dziś po południu jeszcze przed wizytą u lekarza przyszła do nas paczka. Ewa oszalała odwdzieczając się praktycznie za nic, dziekujemy serdecznie, dzieciaki bardzo zadowolone
Nawet Kubie zachciało się kolorować:D
Najwazniejsza jednak rzecz to bluzeczka z napisem poświecona autyzmowi. Bardzo nam się podoba. Postanowiliśmy wczoraj spróbować i ubrać Miłoszowi do lekarza. W poczekalni choć było malutko ludzi, widziałam że zerkają z ciekawością. Wydaje mi się że spotkał się z akceptacją, że ludzie stawali się od razu milsi. Miłosz jest bardzo bezpośredni, za bardzo. Zaglada ludziom do torebek, podchodzi bardzo blisko zagladając obcym w oczy,co ciekawe nam rodzicom ciezko go uchwycić. Jednakze ubierając bluzeczkę ludzie od razu wiedzą że mały jest chory, bez bluzeczki czy znaczka często daje się tego uniknąć. Napewno taki gadżet się przydaje w tłumie.
Mezowi równiez bardzo się spodobała i nawet postanowił że chce zakupić podobną dla siebie.
Dziekujemy Ewa, mimo że naprawdę nie musiałaś.
No nic idziemy się kurować:(