Aniołowie

środa, 29 lipca 2015

Bunciciel

Milosz aklimatyzuje się w nowym przedszkolu. Ja po trochu też, w nowej sytuacji. Ponieważ znacznie dlużej nie ma go w domu. No i nagle okazuje się ze w mieszkaniu moze być czysto..za to jak wpada Milosz wszystko lata :D Dba moj synek żeby sie mama nie nudzila po jego wyjsciu do placówki. Na szczęscie dalej chętnie wychodzi z domu do przedszkola, wydaje mi się że jest to efekt jazdy samochodem. Milosz uwielbia jeździć i samo to że jedzie do placówki jest jak nagroda. 
A co w przedszkolu..Bunt. Stąd tytuł. Nie chce myć ząbków, nie reaguje na polecenia wstań  usiądż a moze odwrotnie reaguje tylko nie tak jak powinien. Krzyczy pluje..Znam ten problem niestety nie od dziś. Mam nadzieję ze tym razem praca w przedszkolu przerzuci się też na dom. Miłosz ma tendencję do złości gdy coś idzie nie po jego myśli, gdy coś ktoś od niego wymaga - a nowa terapeutka Miłosza wymaga i pracuje - intensywnie nad jego zachowaniem. Jak juz pisałam ostatnio - problem Miłosz tkwi w zachowaniach trudnych. Jest grzeczny i usmiechnięty gdy wszyscy wokoł zostawiaja go w świetym spokoju. Niestety nie na tym polega terapia dziecka z autyzmem. Zachowania te utrudniają znacznie rozwój Miłosza. I cięzko iść do przodu gdy dziecko ciagle pokazuje NIE. 
Ulubione mówikowe powiedzenie Miłosza? "Nie, nie nie." "nie, nie chcę, nie chcę". A szczerze myślę ze on chce , tylko sam tego dobrze jeszcze nie wie. Gdy coś sprawia mu trudność - odpuszcza i reaguje nerwami. 
Co mi się podoba w nowym miejscu? Ilość przekazywanych informacji, mozliwość choćby codziennego omowienia problemów. Fajne pomysly terapeutów i ustawienie Miłoszowi poprzeczki wyżej. Zmierzanie się z problemami i intensywność pracy nad nimi. Prosty przykład. Milosz nie reaguje na polecenie stop. Co może mu kiedys zwyczajnie uratować życie. Wiele razy pisalam że nie umiem sobie poradzic z jego ucieczkami podczas spacerów. Milosz potrafi nagle wejsc na środek ulicy. Co stwarza bardzo niebezpieczną sytuację. Ale pani Milena juz nad tym pracuje. Niby takie proste..a trudne. 
Juz na dzień dzisiejszy jestem pewna ze chce żeby Milosz byl w zerówce jeszcze dwa lata. Chcę mu dac czas na spokojne dojrzewanie do szkoły. I chyba nie mamy do czego się spieszyć. Nowa terapia i nowe nadzieje - intensywnosć tych dzialań sprawiają ze zaczynam wierzyć w to że Milosz ma szanse dogonic rówiesników. Może troszkę później ale nadal jest szansa. I zrobię wszystko co możliwe aby ją miał. 

czwartek, 23 lipca 2015

Coś pozytywnego

Moje słoneczko pojechało do przedszkola "Słoneczko". Apropos zbieg okoliczności bo fundacja Miłosza i Mateo to też Słoneczko ;) Jaki spokój, Milosz póki co w ogóle nie buntuje się ze ma jechać do przedszkola. Z uśmiechem na ustach biegnie do auta. Tylko na schodach po kilka razy pokazuje mi znak makatonu "dom" - upewnia się czy wróci potem do domu. Moja mała mądrala. 
Dziś w przedszkolu będzie pani logopeda. Wiąże z nią ogromne nadzieje. Ogólnie jestem pozytywnie zaskoczona że w wakacje pracuje tam logopeda. Gdzie w wakacje pracuja specjaliści? Bardzo ciekawa jestem jej opinii. A poznam ją jeszcze dziś ponieważ po kazdych zajęciach dostaję szczególowy raport z pobytu Milosza. I jest to da mnie bardzo wazne i cenne doswiadczenie, ja po prostu lubię wiedzieć co robiło moje dziecko, jak się czuło. 
Narazie ogólna opinia o Miloszku brzmi: dziecko bardzo inteligentne (na turnusie równiez zasugerowano brak upośledzenia umyslowego), prace stoliczkowe to nie problem do czasu zmiany aktywnosci bądz przerwania zabawy nagrodą (taaak w koncu Miłosz ma tabliczkę z punktami - wie dokladnie kiedy osiagnie cel). Zachowania trudne - cale mnostwo w sytuacjach jak powyżej. Pojawiająca sie agresja i autoagresja. Troche leniuszek i cfaniaczek. Oczy jak ze shreka ktorymi probuje zmanipulowac wszystkich. I cóz zachowania trudne blokują jego dalszy rozwoj. Kontakt wzrokowy jest też bardzo słaby. I niestety trzeba będzie z tym powalczyć. Probujemy malo efektywnie od roku. 2 godz terapii tygodniowo to było stanowczo zbyt mało. Mam więc nadzieję ze mając te terapię na co dzień dużo szybciej pozbędziemy się zachowań trudnych. Poprawa w kontakcie wzrokowym będzie rzutować tez na rozwój mowy. Miłosz zacząl obserwowac ruchy warg i probuje je powtarzać. Na turnusie robiliśmy liste słów ktore wypowiada i okazuje się ze jest tego sporo. Wg turnusowej logopedy Milosz posiada intencję komunikacyjną co jest bardzo ważną cechą i ogromnym pozytywem., Muszę przyznac ze logopeda na turnusie byla świetna i poswiecila Miłoszowi dużo czasu i uwagi. Także Mateo skorzystał i już wiemy że musimy skupic sie u niego nad ćwiczeniami nad intonacją jego głosu. Pani Martyna wychwyciła też u Mateo ryzyko dysleksji. Ponieważ pisze w lustrzanym odbiciu, oraz połyka środkowe gloski i pomija treść czytanego tekstu. 
U Miłosza za to fatalnie wygladaja mięsnie buzi. Trzeba je wycwiczyć. Masować, pionizować język - bo tego totalnie brak. Tak więc codziennie kląskamy jak konik..świetne cwiczenia na pionizację języka. Takze ogromne podziękowania dla pani Martyny. Ktora apropos twierdzi że czeka na telefon z informacją ze Milosz już mowi pelnymi zdaniami bo co do tego nie ma watpliwości.

Wracając do przedszkola - pania Milosza jest pani Milena - ktora absolutnie nie zna sie na mówiku. W pewnym momencie zaczęlam sie martwić ze mówik uzywany tam nie będzie. w poniedziałek nagle dostaję informację że pani jest bardzo zaskoczona że na jej pytanie co chcesz teraz robić? Miłosz sam wziąl mówik i odpowiedzial ze chce jeść!! Pozniej w podobnej sytuacji odpowiedzial ze chce się bawić pociągiem :D A wczoraj to już w ogole popadali bo po zajeciach zapytany co chce robić? Odp ze chce iść do domu!! I tym sposobem dociera do nich jak wiele Milosz rozumie, że on chce sie komunikować i ze Mówik jest jednak przydatny. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Czas na zmiany

Przed wyjazdem na turnus obiecywałam ze napiszę o zmianach które dotyczą Milosza. Dziś mam wolny czas żeby to zrobić. Jak kiedyś wyczytałam na innym blogu coś się zaczyna coś się konczy. Trzeba zrobić krok na przód. Zmiany najczęściej są dobre. I z takim własnie zamiarem przyszło się nam zmierzyć. Niektórzy myślą sobie że zwariowałam ale ja osobiście nie sądzę. Każdy mój krok jest głęboko przemyślany. Własnie turnus wyjawił mi to że mam gleboko zakorzenione schematy. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik bo inaczej wszystko się wali.
Od 1 lipca Miłosz jest uczniem Przedszkole Słoneczko w Dylewie. O powodach zmiany nie będę pisać. Nazbierało się wiele spraw. Jeden główny powód który mogę wyjawić to to że szukałam podejścia behawioralnego dla Miłosza. Oczywiście wiele osób się oburzy że terapia behawioralna to samo zło jednak Miłosz w terapii jest od roku i ja tego zła nie widzę, co więcej widze same dobre efekty i pozytywy. Terapia Aba dobrze prowadzona naprawdę może dużo wnieść u dziecka z autyzmem zwlaszcza takiego które ma w sobie wieczny bunt i chęć ciąglego wyłańczania się ze świata. Niestety poprzednie miejsce Miłosza mialo odmienny punkt widzenia przez co Milosz bardzo przeżywał wyjścia do szkoły. Codziennie płacze zmusiły nas do myślenia co dalej. Dojscie 300m do placówki często bylo dla mnie większym wyzwaniem niż dojazd na terapię 25 km. 
Napiszę lepiej co się spodobało nam w nowej placówce. Od dawna sygnalizowałam że Miłosz potrzebuje bardziej indywidualnego podejścia. nie pisalam już nawet że PPP odmówiło nam czasowego NI twierdząc iż to że dziecko 2 razy w miesiącu bierze antybiotyk to nie jest powód do wyłączenia go ze szkoły..tym bardziej że miało to być tylko na 2 miesiące. Nawet mi się tego komentować nie chce. Już w lutym tego roku dowiedzialam się o przedszkolu terapeutycznym w Dylewie. Jeden nauczyciel - jedno dziecko brzmialo jak bajka. Żal że mieszkamy tak daleko. W czerwcu podjęlam decyzję - zadzwonie zapytam - a nuż zechcą dowozić. Zaproszono nas na rozmowę. Na miejscu piekny widok, nowiutki domek..piekne otoczenie. Pierwsze wrazenie pozytywne. W środku za chwilke slysze okrzyk zachwytu męża - Kasia - oni mają kącik nagród i tablice z punktami. Poczuliśmy się jak w domu. 
Rozmowa przebiegła cudownie, w jej trakcie słyszeliśmy to czego szukaliśmy dla Miłosza..W tym czasie panie porwaly go cale zachwycone tym że tak ładnie poddawał sie ćwiczeniom i zabawie. Sie pracowalo w domu co nie?? Miłosz w placówkę wszedl jak w maslo. Razem z mężem nasluchiwaliśmy krzyków, płaczu. Ale nic z tych rzeczy. Podeszłam podejrzeć go przez małe okienko - a Miłosz się smiał, tak serdecznie z radością. Pani na każdym kroku przypominala mu o kontakcie wzrokowym tak bardzo ważnym dla dalszego rozwoju. Wyciągala z niego slowa. Mimo ćwiczeń ktorych prawie nie zauwazał był szczęśliwy. Lza zakręciła mi w oczach. na turnusie uslyszeliśmy że Miłosz potrzebuje intensywnej pracy logopedycznej. Że jego buzia wymaga wielu cwiczeń - brak pionizacji języka, zly tor oddechu, nawet połyka nie tak jak trzeba. Od dawna tego się domyślalam, szukałam logopedy prywatnie niestety bez skutku. Musielibysmy dojezdzac 30 km. A tu w przedszkolu nawet w wakacje jest praca z logopeda, pani terapeutka rowniez poinstruowana ćwiczy z dzieckiem i jako że jest tylko do jednego dziecka może dać z siebie maksimum. Mamy to szczęscie że Miłosz narazie jest pod opieką pani z kilkuletnim doswiadczeniem w pracy z dzieckiem z autyzmem. I jest cicha nadzieja ze tak zostanie. 
W przedszkolu będzie także zatrudniony psycholog. Do tej pory moglismy tylko o tym pomarzyć. Placowka jest czynna caly rok. Także cale wakacje Milosz ma zapewniona terapię co strasznie mnie cieszy. Ma to swoje dobre strony nie tylko dla niego, ja będe mieć więcej czasu dla pozostalych dzieci a Milosz w tym czasie bedzie pod doskonałą opieką. 
W takcie naszej rozmowy pani właścicielka poprosila nas o pozostawienie Miłosza w przedszkolu. Co bylo dla nas niezlym szokiem. Ale po tym co zobaczyliśmy, uslyszeliśmy nie mieliśmy już watpliwości. Tym bardziej ze chcą wspolpracować z naszą terapeutką! Milosz wymaga ciąglej pracy. Bo rokuje bardzo dobrze. Jednak jego bunt i upór nie pozwala mu iść dalej., Takze na turnusie uslyszeliśmy że dalsza mozolna praca może dać niesamowite efekty. Pamietacie zapewne jak ubolewalam ze marzę o zwiększeniu liczby godzin terapii ABA? No to teraz mam. 25 godzin tygodniowo. Za darmo - w ramach subwencji oswiatowej. Zapomnialam chyba dodac że nowa placowka Miłosza jest niepubliczna więc subwencja trafia tam w calości. 
Jakim szokiem był dla nas wieczorny telefon terapeutki Milosza i jej półgodzinny referat na temat tego co się dzialo podczas zajęć. Samo to że zadzwoniła i chciala z nami porozmawiać. Byliśmy..jestesmy szczęsliwi. Bo czujemy że to jest wlasnie to. Terapeutka na każdym kroku ma czas dla naszego dziecka. jednak w pokoju pracuja też inne dzieci wiec Milosz nie jest wyłączony z grupy. Integrują sie też wspólnie na placu zabaw. Takze spokojnie., To nie NI.
jedyny mankament calej tej szokującej zmiany jest dojazd. 70 km w jedną strone. Póltora godziny dojazdu,.jednak nie Miłosz mnie martwił bo on kocha jazdę samochodem. balam się tego iz Dylewo nie da rady. Ale wyobraźcie sobie że sie nie wystraszyli. I go dowoźą. Zabierają go autem spod bloku.
Dziś po dlugiej przerwie powiedzialam Miłoszowi że jedzie do przedszkola, pokazałam zdjęcie. I nie uslyszalam płaczu. Wstał wziął swojego ukochanego węza i z usmiechem na ustach pobiegl do auta do znajomych mu już pań. W drodze tylko zamigał czy wróci do domu? Zapewniłam go że oczywiście, pózniej go przywiozą. Zrobił mi papa i pojechał. A ja siedze, piszę i pusto jakoś bez niego. Ale wiem ze jest pod dobrą opieką. 
















niedziela, 19 lipca 2015

Powroty

Do rzeczywistości..Czas szybko mija i niestety trzeba wrócić do uroków dnia codziennego. Miłosz bardzo zadowolony że już jesteśmy w domu.
Wróciliśmy bogatsi w nowe znajomości, nowe doświadczenia i nowe nadzieje Szczególnie rzecz jasna jeśli chodzi o Miłosza.
Niestety Miłosz był chyba na turnusie najtrudniejszym przypadkiem - to moje zdanie bo kadra zaprzecza. Jednak Miłosz jako jedyny w grupach słabo się komunikował i przede wszystkim nie mówił. W wielu zajęciach i rozrywkach zwyczajnie nie uczestniczył ze względu na trudności w łamaniu schematów. Bardzo szybko się męczył w związku z tym wycieczki piesze były dla niego przeszkodą nie do przeskoczenia.
Za to na koniec bardzo mnie zaskoczył gdy w aquaparku dał się porwać wolontariuszce i pływał z nią na głębokiej wodzie. Zawsze bał się szerokiej wody a tu proszę okazuje się że byłby z niego świetny pływak.
W jedzeniu również nie dało się za bardzo coś ugrać. Stanowczo odmawiał jedzenia godząc się tylko na jogurt i na chrupki orzechowe. Schudł strasznie..w ostatnich dniach zaczął podjadać suchy chlebek. Jest więc nadzieja. Choroby także postanowiły mu nie odpuszczać i zaliczył gorączke, biegunkę - po tej został mu lęk przed zrobieniem kupki i przez kilka wieczorów mieliśmy duzy problem. Mam nadzieję że w domu lęk pójdzie sobie precz.
Mateo i Kuba wreszcie mieli okazję poznać dzieci podobne do siebie. I w ostatnie dni Mateo trochę poluzował i zaczął nawet sam inicjować zabawy. Fajnie było popatrzeć jak bawi się z innymi dziećmi. Wycieczki, basen to dodatkowe atrakcje turnusu sprawiły że chłopcy świetnie się bawili. To były takie nasze pierwsze wspólne wakacje.
Organizatorka turnusu Halina dwoiła się i troiła aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Każda zachcianka kulinarna Miłosza była spełniona. I tu chciałabym podziękować Halinie, Grażynie za wsparcie i opiekę. Same są mamami dzieci z zaburzeniami i dawały dobry przykład nam rodzicom.
Chce też podziękować poznanym rodzicom za możliwość poznania waszych perspektyw, przeżyć i przemyśleń. Jesteście niesamowici. Cieszę się że mogłam was poznać.
Turnus był bardzo intensywny. Dostaliśmy opinie z których jasno wynikają problemy chłopców. Mam nadzieję że bedą swoistą wskazówka do pracy z nimi szczególnie w masówkach gdzie niestety specjalistów brak.
Czekam na fotki z turnusu. Swoje własne wklejałam na FB. I jak tylko dotrą podzielę się nimi z wami.
Jeszcze raz dziękuje naszym darczyńcom dzięki którym miałam okazję pojechać z chłopcami do Jaworzynki/. To było piękne przeżycie.

sobota, 11 lipca 2015

wiesci turnusowe

Pomimo że wzięliśmy ze sobą laptopa ciężko mi jednak sie do niego dopchać. Grafik zajęć jest tu dość napięty. Na tyle że wieczorem marze tylko o rzucie na lóżko i spaniu . Ale to dobrze. Cieszy mnie ta aktywność i uświadamia moja stagnacje życiową. W domu często sie zdarza że nie chce mi się wyjść na zwykły spacer a tu trzeba spinać pośladki i maszerować kilka km albo siedzieć z Mateo dwie godziny w basenie.
Cóż mogę napisać. Widoki przepiękne. Poranna terapia obejmuje zarówno dzieci jak i rodziców. Dla mnie rozmowa wymiana doświadczeń są bezcenne. I pomimo iż okazuje się ze popełnia sie po drodze mnóstwo błędów to jest to przez chwile jak zimny prysznic ale na dłuższą metę pomaga zrozumieć i coś w swoim zyciu zmieniać. W końcu jest okazja wyrzucić z siebie pewne męczące sprawy i jest lżej..Bardzo żałuję że w turnusie nie mógł uczestniczyć mój mąż..Byl z nami tylko jeden dzień. Uczestniczył na zajęcia. I wyraźnie było widać jak bardzo i jemu to jest potrzebne. Mam nadzieję ze w przyszłym roku uda sie nam ta sztuka. Wielu przeszkoda to koszty. Ale efekty niewymierne.
W czwartek na turnus dojechała logopeda. Usłyszałam wiele ciekawych słów o Miloszu i Mateo. Tak więc Miłosz ma ogromną szanse na mowę. Jego faktycznie ciężko nazywać dzieckiem niemówiącym. Wczoraj spisywałam ma karteczce słowa które umie wypowiedzieć i szczerze jest tego juz bardzo dużo. Problemem jest to aby za ich pomocą efektywnie sie komunikował szczególnie w większe grupie no w sytuacjach 1-1 robi to coraz chętniej. Musze sie przyznać ze coraz częściej słyszę słowo mama co jest jak miód na moje serce. Co jest jeszcze piękniejsze? To ze zaczął zauważać braci i zwracać sie do nich po imieniu.
Jak juz wcześniej pisałam w jego Życiu następuje mala rewolucja i mamy nadzieję ze te zmiany przyniosą wiele korzyści, które również będą miec wpływ na rozwój mowy ale o tym po powrocie z turnusu.
Wracając do oceny logopedycznej. Wiele razy sygnalizowałam wokół iż Milosz ma totalnie niewyrobione  mięśnie ust-twarzy. Marzyly mi się masażyki i praca w tej strefie. Marzenia sie spełniają ponieważ pani która zajęła sie Miłoszem od razu zauważyła ten problem i zaproponowała serię masaży ustno-twarzowych. Przez problem z napięciem mięśniowym Milosz nie umie wypowiadać wielu głosek. Milosz ma intencje komunikacyjną co jest bardzo ważnym elementem rozwoju mowy jednak problemy fizyczne utrudniają dalszy rozwój. Pani logopeda będzie tez wywoływać głoski popierając je gestem bij zabij nie pamiętam nazwy. Mam nadzieje ze od września logopeda wesprze nas w tych działaniach. I..ogólnie nie jest z ta mowa tak źle. Jest nadzieja i to najważniejsze.
Mateo. Jak na dłoni widać jego wycofanie społeczne.  i wynikające z tego faktu problemy z komunikacją. U Mateo widać prace logopedyczną jednak trzeba pracować nad intonacja i tempem głosu. Przez zaburzenie tego procesu jest go dość ciężko zrozumieć mimo tego ze głoski wypowiada prawidłowo.
Na turnusie jest tez psycholog którego mi osobiście ciężko rozgryźć. Z jednej strony sprawia wrażenie nieobecnej duszy z drugiej okazuje się ze wszystkiemu bacznie sie przygląda i dokonuje ciekawych analiz. Z jej strony mam nadzieje na pokazanie tej właściwszej drogi aby nie zwariować i nadmierna nadopiekuńczością nie skrzywdzić po prostu dzieci.
Prócz terapii jest oczywiście tez rozrywka. W tym tyg pogoda była średnia więc i nasze wyjacia ograniczaly sie głównie na basen. Z czego przeszczęśliwy jest Mateo. On kocha wodę i zdecydowanie potrzebuje jej do szczęścia. Dlatego przez wakacje postaram sie z nim dojeżdżać na basen do Iławy. Wczoraj usłyszałam proste zdania o Mateo. Grażynka - moja koleżanka a jednocześnie nasz wykładowca powiedziała ze widziała go tylko raz uśmiechniętego - w drodze na basen. Trzeba mu wiec tego szczęścia dawać jak najwięcej.
Nic nie napisałam o Kubie. Kuba sie zaciął. Przestał wychodzić z pokoju po zajęciach. Nie potrafi efektywniej z kimś sie zakolegować. W sumie mu sie nie dziwię bo sama tez nie jestem duszą towarzystwa. To dość trudny proces jednak mam nadzieję ze droga którą dla siebie wybiera przyniesie mu po prostu szczęście. Przeciez nie musi miec kolegów jesli tego nie chce.
Dzis spodziewam się gości . Przyjeżdża do nas moja przyjaciółka z którą połączył nas autyzm. Będę miała okazje w końcu poznać ja osobiście bo do tej pory głównie wisieliśmy na linii telefonicznej wkurzając naszych mężów. Zapowiada sie piękny dzień.




 
 
PS. Miłosz w pierwszy dzień rozpaczliwie co chwila pokazywał że chce jechać do domu. Na dzień dzisiejszy bardzo zakumplował się z wolontariuszką Kingą oraz z panią logopedą.

sobota, 4 lipca 2015

doczekaliśmy się

i szczerze? jestem przerażona..wieloma sprawami naraz.. w aucie wysiadła klima a jutro zapowiadają 35 st!! Już trasa na Bialystok dała nam czadu. Na szczęscie jedna rozmowa telefoniczna i zamiast na 14 możemy byc już o 10 rano. Tak więc ruszamy w nocy. 
Druga sprawa bo nigdy nie byliśmy wszyscy razem tyle czasu poza domem. Tym bardziej w rehabilitacji. Co prawda jedna z organizatorek uspokaja ze damy radę z ta moją św. trójcą ale stres jest. 
Żeby bylo ciekawiej Miłosz stopniowo odmawia wszelkiego jedzenia - ja nie wiem skąd on ma te 3 fałdki na brzuchu. Nie mam zielonego pojęcia co on tam będzie jadl..Nawet nieśmiertelne schabiki chyba straciły swój urok..
Najgorsza sprawa to ciężkość i wielkosć toreb..i o ile w te stronę to nie problem..mąż nas zawozi to jednak z powrotem to wszystko trzeba jakoś przywieżć. Autobusy..pociągi...no ale jakoś musimy dać rade. 
Czeka nas ciężka noc..mnie szczególnie, posluszenstwa odmawia mi lewa ręka, ból jest niesamowity..nie wiedzieć skąd się bierze przy jeździe autem..
Ale pozytywów jest więcej niż negatywów. Będzie okazja poznać osobiście Halinę, Grażynę, Adama, i wiele innych sympatycznych osób. Nauczyć się czegoś i..odpocząć od sprzątania, gotowania :D Damy radę!!! 
Mam pełen plecak leków!! Inhalatorów, leków przeciwastmatycznych, przeciwpadaczkowych...migrenowych - to dla mnie ;)
Jeszcze raz dziękuje wszystkim którzy dołożyli się na nasz wyjazd. Chłopcy bardzo się ciesza, zwlaszcza Mateo, ktory nigdy jeszcze nie wyjeżdzal na tak długo..

PS. a tu foteczki z wczorajszego wyjazdu do Białegostoku. Reklamujemy tamtejszego stomatologa z kontraktem dla osób niepełnosprawnych. Smialo mogą startować do konkursu na baaaardzo przyjazny gabinet dla dzieci z autyzmem. Serca na dłoni, obsługa, lekarze tak mili, ze z ogromną checia tam wrócimy..z Mateo już na jesieni..Z Miloszem? Gdy zajdzie potrzeba..Bo otóż okazało się że ma całkiem zdrowe ząbki. Do leczenia tylko dwa..i usunięta martwa jedynka. Śmiesznie wygląda teraz nasz szczerbolek. I maca sobie co chwila paluszkiem..zauważył brak..
Na miejscu wywiad..i usypianie gazem. Troszke się denerwowal bo chyba niesmaczny. Ale migiem zasnąl. Dopiero potem wklucie do żyłki. Także nasz Miłosz nie ma nawet świadomosci ze byl u dentysty. Caly zabieg z leczeniem, wybudzaniem trwal raptem 2 godzinki :) Jestem bardzo zadowolona. Milosz nie je słodyczy i stąd tak dobry stan uzębienie..I info takie że zaczynają wyżynać się szóstki..




No to zmykam się pakować. Bierzemy lapka, jakis net też ma być to może uda się w trakcie coś napisać.



czwartek, 2 lipca 2015

Bialystok

W końcu...doczekaliśmy chwili gdy Milosz jest zupelnie zdrowy i mozemy ruszać naprawiać jego ząbki. Jutro o 14 (o zgrozo chyba padnie z glodu) odbedzie sie zabieg w uspieniu. Nawet nie stresuje sie tak bardzo, juz chce miec to w koncu za sobą.
Po dalekiej podrozy chwilka odpoczynku i w niedziele nad ranem wyjazd na wyczekiwany turnus. Przyznam ze jeszcze nie jestem ani troche przygotowana. Zyjemy ostatnio na wysokich obrotach. 
Dzis pojechalismy z Miloszem i Mateo do alergologa i niestety astma dziecieca u obojga chlopcow. Obydwoje dostali inhalatory do stalego uzytku. To typowy marsz alergiczny. W sobote na szybko odbieramy leki zeby ich zabezpieczyć na turnusie. Jaworzynka postarala się też o nebulizator tak wiec nie musze dzwigac ciezkiego sprzetu. 

Po powrocie z turnusu czeka nas niezla rewolucja w życiu. W sumie już sie zaczela ale szczegóły zdradzę dopiero po powrocie. Milosza czeka duża zmiana. Ale jak już pisalam, wszystko z troską o jak najlepsze dobro dla niego..:)